Dziecko tęskni za domem – Mateuszowe pięciominutówki na sobotę 13 sierpnia 2022

Tekst ewangelii: Mt 19, 13-15

Przynoszono do Jezusa dzieci, aby położył na nie ręce i pomodlił się za nie; a uczniowie szorstko zabraniali im tego. Lecz Jezus rzekł: “Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie”. Położył na nie ręce i poszedł stamtąd.


Przynoszeni i przynoszący


Trzeba przynosić dzieci do Jezusa! Każdy z ludzi, każdy z nas jest dzieckiem Bożym, a więc każdego do Niego przynosić nam trzeba. To żadna misja. To wypływa z najbardziej naturalnego i fundamentalnego podejścia, a mianowicie skoro wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi to wszyscy w Bogu jesteśmy braćmi i siostrami. Czasami tak się dzieje w ziemskiej rzeczywistości, że rodzeństwo z różnych względów nienawidzi siebie nawzajem, ale to nie może oznaczać, że mamy prawo, by nienawidzić.

Z reguły taka czy inna forma nie-miłości (obojętność, nieżyczliwość, nienawiść itd. itp.) odsuwa nas od drugiego i nie pozwala na podejście. Dlatego musimy zostać przyniesieni i przynosić innych do Jezusa. Tutaj nie trzeba pytać o zgodę. Jeśli bowiem zależy mi na losie brata i siostry to staram się ze wszystkich sił, całym sobą i wedle własnych możliwości pomagać im, nawet jeśli odrzucają tę pomoc. Nie mówię o siłowaniu się! Na siłę jeszcze się nikogo nie pokochało, a traktowane jest to za gwałt.

Otóż, zawsze i wszędzie, w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji możemy przynosić dzieci do Jezusa, braci i siostry do Najświętszego Serca Bożego. W iluż przypadkach jest to jedyna droga?! Możemy się tylko i aż pomodlić czyli być trochę jak namolna wdowa, jak Jair, jak kobieta cierpiąca na krwotok i tylu, co to przychodzili prosząc za siebie i za innych.


Ze złożonymi, nie założonymi rękami


Tak więc, przed Bogiem i warto się nad tym głęboko zastanowić i wziąć sobie do serca, zawsze jesteśmy jako anawim czyli jako ci, co wszystko złożyli w Bogu, całą nadzieję w Nim pokładają. Jednakże nie siedzą z założonymi rękami, a racze ze złożonymi rękami. Trwają przed Najwyższym oddając Mu wszystkie swoje dzienne sprawy.

Po co przynosi się dzieci, braci i siostry do Jezusa? …aby położył na nie ręce i pomodlił się za nie. Błogosławieństwo niech spłynie na każdego, na dobrych i na złych, na sprawiedliwych i niesprawiedliwych, jak deszcz, jak promienie słońca. Dzięki temuż błogosławieństwu źli i niesprawiedliwi mają możność nawrócenia się, a dobrzy i sprawiedliwi pogłębienia swej relacji z Bogiem. A w obu wypadkach chodzi też o poprawienie relacji międzyludzkich – taki skutek!

Jednakże są przeszkody. Czytamy, że uczniowie szorstko zabraniali im tego. Czyż nie oznacza to, że przeszkody są w nas i pośród nas?! Szorstkość jest czymś z natury swej nieprzyjemnym. Bo można przecież odmówić w sposób łagodny, miły. Niekoniecznie odmowa jest przyjemna, ale sposób niech będzie do przyjęcia i zaakceptowania, by nie pogłębić rany czy nie rozerwać dalej naderwanego materiału. Zabraniali tego, co uważali, że za dużo, że niepotrzebne, że nie teraz. Trzeba nam znajdować w sobie i obok siebie owe pułapki zabraniania i to szorstkiego i omijać szerokim łukiem ostrzegając innych przed niebezpieczeństwem.


Dopuść możliwości…


Cóż Pan odpowiada na tego rodzaju przeszkody?! Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie. Dodałbym z całą odpowiedzialnością i świadomością bądźcie jak dzieci, odkrywajcie w sobie owo dziecięctwo Boże, a co za tym idzie także braterstwo Boże.

Myślę, że na pierwszym miejscu sobie samym mamy nie przeszkadzać i dopuścić dziecko do tego, by przyszło do Pana Jezusa. A potem modlić się za tych braci i te siostry, którym nie po drodze z Bogiem. Tak po prostu, bez narzucania czegokolwiek. Po prostu: Ojcze, zajmij się Twoimi dziećmi. Ty wiesz najlepiej, czego im potrzeba.

To nie my, a Pan Jezus kładzie na nas ręce czyli przekazują swoją moc. Ta zaś przezwycięża wszelkiego rodzaju przeszkody, pomaga iść w trudnościach, a kiedy zbliża się koniec drogi, pójścia stąd, to powtarza nam, że jest z nami, że nas nie opuścił, i że jako jedyny jest nam Towarzyszem w tej ostatniej drodze, drodze powrotu dziecka do domu, do Ojca, do Taty.


o. Robert Więcek SJ


Jeśli chciałbyś otrzymywać bezpośrednio na skrzynkę mailową to przyślij prośbę na maila: robert.wiecek@jezuici.pl


Teksty do propagowania z zaznaczeniem Autora, ale nie w celach komercyjnych. Copyright © o. Robert Więcek SJ