XXI. Ignacy – marzyciel twardo stąpający po ziemi – Jubileuszowy Rok Ignacjański

Znając Ignacego jako rycerza chciałoby się powiedzieć, że to twardy orzech do zgryzienia, że mocno stąpa po ziemi. Istotnie to stąpanie należało do jasnych i zdecydowanych. Jeśli chodziło o sprawy honoru (początkowe lata) czy o sprawy Boże to nie ustępował. Widać to na przykładzie sądów, które ciągle mu wytaczano. Siedział w więzieniu, bo oskarżano go o herezje itp. Wielokrotnie wzywany był lub też dowiadując się, że złożono na niego skargę sam udawał się do inkwizytorów. Zawsze żądał na piśmie wyroków uniewinniających. Był w tym stanowczy, wręcz uparty.


Oto przykład jednego z takich wydarzeń. Ze względu na zły stan zdrowia Ignacy zamierzał powrócić do rodzinnych stron, bo tamto powietrze wg lekarzy miało mu pomóc. Tuż przed wyruszeniem z Paryża dostał wiadomość, że doniesiono na niego do inkwizytora. Nie czekał tylko sam udał się do niego i przedstawił co wie i że zamierza wyruszyć do Hiszpanii. Czytamy w historii jego życia: Prosił go też, żeby zechciał wydać wyrok w jego sprawie. Inkwizytor odpowiedział mu, że jeśli chodzi o doniesienie, to tak i było, ale nie uważał tego za sprawę poważną. Po przejrzeniu notatek związanych z Ćwiczeniami uzyskał Ojciec Ignacy pochwałę, ale nie odpuścił. Zaczął na nowo nalegać na inkwizytora, ażeby przeprowadził proces aż do wyroku. Tenże nie chciał. Wtedy przyszedł do jego domu z notariuszem publicznym i świadkami i polecił sporządzić protokół z całej tej sprawy (Autobiografia nr 86). Czynił to za każdym razem, gdy był oskarżany i stawał przed sądami.


Jednak czy taka stanowczość nie ukrywała też wielkiego marzyciela? Człowieka pragnień, a dokładnie jednego pragnienia? Znalazłem w Autobiografii takie zwierzenie Pielgrzyma: Największą jego pociechą było patrzeć w niebo i gwiazdy, co też czynił często i przez długi czas, ponieważ odczuwał wtedy w sobie wielki zapał do służby Panu naszemu (nr 11). Czynił to kiedy tylko mógł wpatrując się w rozgwieżdżone niebo w pogodne noce, także w Rzymie, gdy spędził ostatnie lata swego żywota. Wychodząc ze swojej izdebki i zadzierając głowę widział rzymskie niebo. Ignacy tęsknił za niebem. Pragnął życia wiecznego. Takie marzycielstwo nie rozmazuje, a jeszcze wyraźniej uwypukla szczegóły. Jak refren brzmi: …służyć, czcić i chwalić, aby osiągnąć życie wieczne (Ćwiczenia duchowe nr 23).


Kiedy przebywał w Ziemi Świętej jakże mocno i dokładnie skupiał się na tajemnicy Wniebowstąpienia. Chciał zostać w Ziemi Pana, ale nie otrzymał pozwolenia od prowincjała franciszkanów. Jeszcze przed powrotem do portu zrodziło się w nim wielkie pragnienie, żeby ponownie odwiedzić Górę Oliwną, na której jest kamień, z którego Pan nasz wstąpił do nieba, i widać na nim jeszcze ślady stóp jego. Jak sam opowiada: To właśnie chciał ponownie zobaczyć. Na tamte czasy odłączenie się od grupy wiązało się z ogromnym ryzykiem. Ale cóż, niebo go wzywało. Strażnicy pilnujący tego miejsca nie chcieli mu pozwolić tam wejść. Zdobył ich dając nożyk ze swoich przyborów do pisania, które nosił przy sobie. Po modlitwach poszedł dalej, ale… cóż za dokładność! Uświadomił sobie, że nie dość dobrze obejrzał na Górze Oliwnej, w którą stronę była zwrócona prawa stopa Jezusa, a w którą lewa (por. Autobiografia nr 47) i znowu tam powrócił.


Ktoś powie, że to nieroztropne i dziecięce (naiwne). Czy aby na pewno? Stara tradycja jezuicka wkłada w usta św. Ignacego zawołanie: Jak brzydnie mi ziemia, gdy w niebo spoglądam! Tylko tam spoglądając o ziemi się nie zapomina, a co więcej, lepiej i wnikliwiej na nią się spogląda.

Takiego pragnienia nieba i po ziemi stąpania każdemu życzę.


o. Robert Więcek SJ


Teksty do propagowania z zaznaczeniem Autora, ale nie w celach komercyjnych. Copyright © o. Robert Więcek SJ