Pokój u Boga – wielkanocne pięciominutówki na wtorek 4 maja 2021

Tekst ewangelii: J 14, 27-31a

Jezus powiedział do swoich uczniów: “Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie. Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie. Ale niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał”.

Dar pokoju

Gdybyśmy chcieli opisać dar pokoju to każdy miałby swoją i to nie jedną wersję. Jedną z nich jest majowy poranek w uroczym miejscu. Z lekka wstające słońce. Mgła rozciągająca się tu i tam. Budzące się ze snu ptaki, a dokładnie ich śpiew. Tak leniwie płynący strumyk. Warto zauważyć, że chodzi o harmonię, dodałbym pierwotną harmonię. Jednak nie ma w tym bezruchu czy bez-dźwięku. Za to bez pachnie całą swą mocą.
Pokój, który daje Pan Jezus to rzeczywistość dynamiczna, co więcej rozwojowa. To się dzieje i ma wpływ na dzieje. Przecież można być w środku wojny i zachować w sercu pokój. Wojna bowiem to nie tylko działania z nią związane, tak samo jak pokój to nie stan bez wojny. Stąd Jego pokój nie jest pokojem, który daje świat. Ten bowiem uspokaja, choć nigdy do końca. Zapewnia o pokoju, lecz nie jest w stanie go utrzymać.
Warto się zastanowić nad tym, że pokój jest darem. Skoro od Boga to darem darmo danym. Co to zakłada? Przede wszystkim tak prosty fakt, iż dar należy przyjąć. Ktoś powie, że to absurd, bo wiadomo, że… no właśnie, wiadomo, że dar można przyjąć i można odrzucić. Nie ma tu żadnego przymusu i być nie może. Wszak jaki to dar pokoju pod przymusem?

(Nie)pokój

Pan Jezus ukazuje nam podstawowe źródło niepokoju. To trwoga. Wsłuchując się w to słowo odkrywamy, że chodzi o jakiś trwały (tzn. dosyć długo trwający stan). Definicje mówią o bardzo intensywnym strachu. Opierając się także na filozoficznej refleksji powiemy korzystając z myśli Martina Heideggera, że jest ona w odróżnieniu od lęku, który jest spowodowany czymś określonym, przerażeniem wywołanym nieokreśloną nicością. Mamy od razu sens podwójnego ostrzeżenia Pana: Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka.
Bóg jest ponad lękiem i trwogą i tylko On daje pokój, który jest i trwa. Zauważmy, że przewija się element trwania. Czemu się poddaję to w tym trwam. Komu się poddaję to w nim trwam. Jakże wiary nam trzeba! Albowiem jednym z największych lęków dla wierzącego jest myśl (pokusa pokazująca się jako realna), iż Pan mnie opuścił, o mnie nie pamięta. Ta trwoga, co choć na „faktach” (a dokładnie ich manipulacji i szczególnej interpretacji) budowana to w rzeczywistości dotykająca nieokreślonej nicości paraliżuje.
Czy można kochać co drugi dzień? Stałość (trwałość) miłości Boga względem człowieka jest „dowodem” na to, że dar pokoju jest nam dany i zadany. Że mamy go przyjąć i nim żyć. Że źródła niepokoju to strachy wzbudzane przez nieprzyjaciela natury ludzkiej, bo wtedy ma nas w garści i stajemy się niewolnikami. Bo w tej wojnie sami przegramy.

Jak trwoga to do Boga

Przysłowie dobrze znane i często cytowane w stosunku do innych ludzi. My przecież tacy cacy jesteśmy. Obrazilibyśmy się, gdyby ktoś powiedział, że tacy nijacy się stajemy. Bo jak reagujemy w sytuacjach nieprzewidzianych okoliczności, szczególnie kiedy te uderzają w nas? W wielu wypadkach obrażamy się na Boga, odwracamy się od Niego. Strzelamy focha.
Tymczasem w ewangelii mamy wiele przykładów na to, że w takowych sytuacjach ludzie – niekoniecznie super wierzący, bo i pogan tam znajdziemy – zwracają się do Boga, uczą się drogi do Niego, a dokładnie odkrywają ją na nowo. Wszak Pan podchodzi do każdego! I to z niesamowitą, bo po ludzku niewyobrażalną cierpliwością i miłością. I takim samym pokojem.
Trzeba nam uczyć się rozpoznawania, że władca tego świata, choć próbuje „papugować” to nie ma nic Chrystusowego w sobie i to będzie dla nas znak rozpoznawczy. Przyjdą trudne chwile, jednak nie muszą nas zdominować. Fakt odejścia nie jest pozostawieniem na pastwę losu. Miłość widzi o wiele dalej i dłużej niż nam się wydaje. Radość przenika o wiele bardziej i nie ślizga się po powierzchni. Niechże więc od nas, dzieci Bożych żyjących Bożym pokojem, świat się dowie, że Syn miłuje Ojca i że tak czyni, jak Mu Ojciec nakazał. Poprzez nasze świadectwo pokoju, Bożego pokoju.

o. Robert Więcek SJ

Jeśli chciałbyś otrzymywać bezpośrednio na skrzynkę mailową to przyślij prośbę na maila: robert.wiecek@jezuici.pl