Zrób się na Eliasza – adwentowe pięciominutówki na sobotę 11 grudnia 2021

Tekst ewangelii: Mt 17,10-13

Kiedy schodzili z góry, uczniowie zapytali Jezusa: „Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz?” On odparł: „Eliasz istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał”. Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu.


Eliasza opis


Nietuzinkowa jest osoba proroka Eliasza. Autor Księgi Syracha opisuje go w barwach ognia: Powstał Eliasz, prorok jak ogień. Czy myśleliśmy nad tym zwrotem jak ogień? By buchnął to trzeba paliwa. Nie mówię o przypadkowym zaprószeniu ognia, z którego wielki pożar wyjść może. Ów Eliaszowy ogień związany jest z misją proroka: słowo jego płonęło jak pochodnia. Pochodnia to skojarzenia dłoni, która ją trzyma i rozświetla ciemności, oświetla drogę, jak również zapala ogniska. Niekiedy są to ogniska walki. Słowem Pańskim zamknął niebo.

Wiemy o Eliaszu, że słynął z gorliwości – dowiadujemy się, że głód na nich sprowadził, a przez właśnie gorliwość zmniejszył liczbę fałszywych proroków. A w potyczce z tymi, co odwrócili się od jedynego Boga trzy razy sprowadził ogień z nieba. Podejmował wyzwania. Nie bał się konfrontacji. W pojedynkę stanął przeciw 450!

Bajki jakieś? Opowiastki? Mity? Przełóżmy to na nasze życie. Skoro każdy z nas jest prorokiem to czyż gorliwość nie powinna charakteryzować naszego zaangażowania? Pamiętamy słowa Pana przy oczyszczeniu świątyni? Gorliwość o dom Twój mnie pożera, pochłania? Czyż nie potrzebujemy ognia i pochodni w domu? Czy nie trzeba też głodu, by uświadomić sobie kruchość i zależność od Boga?


Jestem Eliaszem


Wbrew dosyć apokaliptycznym wizjom i po ludzku strasznym opisom dowiadujemy się, że ten wsławiony prorok działając cuda różnego rodzaju jest zachowany na czasy stosowne, by uśmierzyć gniew przed pomstą, by zwrócić serce ojca do syna, i pokolenia Jakuba odnowić. Prorok zawsze tchnie nadzieją! Jan Chrzciciel był też taki. Klarowny. Nazywający rzeczy po imieniu. Szło w pięty. Jednak nie chodziło mu o uderzenie śmiercionośne ani o obrażanie kogoś. Ogłaszał chrzest nawrócenia, który uwidacznia się w czynach. Realna zmiana życia świadczy o prawdziwym przyjęciu Boga do serca.

Świat dziś potrzebuje i proroków i świadków. Od czego zaczynać, bo trzeba o tym przypominać sobie nieustannie? Od góry! Tak! Góra w biblijnym języku to przestrzeń przebywania z Bogiem i w Bogu. Bez niej niewiele się zdziała. Eliasz w górach się schronił i tam miał przecudne doświadczenie Boga. Nie w ogniu, nie w wichrze, nie w trzęsieniu ziemi, a w łagodnym powiewie Bóg mu się objawił. Tego nam potrzeba. Wtedy będziemy widzieć Eliaszów i sami nimi się stawać będzie. Jak to się będzie odbywać? Gdy Eliasz przyjdzie to naprawi wszystko.

Ważne, by rozpoznać jego przyjście, by wprowadzić misję Eliasza do swego serca, relacji, małżeństwa i rodziny. By nie okazało się, że nierozpoznany zostaje odrzucony. Oj, chcielibyśmy z prorokami postępować tak, jak chcemy. Bo nam niewygodni. Postąp tak z sobą. W Starym Testamencie fałszywy prorok zasługiwał na śmierć. Tudzież ten, kto nie chciał wypełnić misji Bożej. Bo bycie prorokiem obejmuje nie tylko mnie, ale i tych, do których zostałem posłany. I nie lękajmy się tego, że będziemy cierpieć od nich właśnie. Przecież Syn Człowieczy od nich na pierwszym miejscu cierpiał.

A koniec jest prosty. Szczęśliwi, którzy widzieli Pana i z tego widzenia w miłości posnęli, albowiem i my na pewno żyć będziemy. Nie na jakiś czas, a na wieki. Będziemy ku górze pociągnięci i zabrani.


o. Robert Więcek SJ


Jeśli chciałbyś otrzymywać bezpośrednio na skrzynkę mailową to przyślij prośbę na maila: robert.wiecek@jezuici.pl


Teksty do propagowania z zaznaczeniem Autora, ale nie w celach komercyjnych. Copyright © o. Robert Więcek SJ