| strona główna | kontakt |
 
 
Czwartek II tygodnia adwentu, Wspomnienie obowiązkowe Św. Jana od Krzyża
14 grudnia 2017r.


 
poprzednie "krótko i na temat":

Był sobie diament
31 grudnia, 2013
Nie tylko dla dzieci - opowiadanie Bożonarodzeniowe
27 grudnia, 2012
Woskowa Świeca
12 grudnia, 2012
Sytuacja na świecie i wilki
09 listopada, 2012
Znaczenie porażki
31 pazdziernika, 2012
Zachowanie wiary: nie osądzaj i nie ulegaj jazgotowi.
21 pazdziernika, 2012
Czwarty król
08 pazdziernika, 2012
Przegapić ten moment (do taty)
01 września, 2012
Ziarno kawy
29 czerwca, 2012
Bajka o gwoździach
10 czerwca, 2012
Najkrótsza nowela
19 maja, 2012
Most
08 maja, 2012
Wiemy, ale nie widzimy (europejczycy).
30 kwietnia, 2012
Utracona miłość
23 kwietnia, 2012
Wszystko, czego nie potrzebuję
04 kwietnia, 2012
Kawałek po kawałku
09 marca, 2012
Szklane oko
29 lutego, 2012
Dwa nasiona
21 lutego, 2012
Trucizna
04 lutego, 2012
Popękany dzban
03 maja, 2011
Prawo życia
02 marca, 2011
Rozgwiazdy
08 lutego, 2011
Kolorowe kredy ...
17 stycznia, 2011
Obcym wstęp wzbroniony - ciernie, gwoździe i niewinny człowiek - o darze otrzymanego przebaczenia
11 stycznia, 2011
Mój anioł - są pośród nas
03 stycznia, 2011
Jak pachnie Bóg?
22 grudnia, 2010
Drzewo kłopotów
15 grudnia, 2010
Jak sól - wypełnienie wezwania "jesteście solą ziemi"
09 grudnia, 2010
Jak w garnku - o łączeniu przeciwieństw
09 grudnia, 2010

MODLITWA

Krótko i na temat
Był sobie diament
31 grudnia, 2013

 

 

z ostatniej chwili
---------------------

16 listopada, 2017
Stajemy się tym, na co patrzymy...

Otrzymałem i dzielę się, bo mnie zachwyciło... ...


11 listopada, 2017
Msza za Ojczyznę - 11 listopada 2017 Gliwice

Kilka słów refleksji nad "rozdzieraniem" Ojczyzny....
01 listopada, 2017
Na uroczystość Wszystkich Świętych


* * *(niebo)

pytając
o Niego
pytamy
o Niebo

Gliwice 24.01.2017

o...

 

 

 

Pewnego razu w pracowni jubilera mieszkał sobie diament. Kiedy leżał wśród innych pięknych kamieni lubił się im przyglądać. Z zachwytem patrzył na mieniące się soczystą czerwienią południowego wina rubiny, pełne głębokiego błękitu szafiry, tak bardzo chciał błyszczeć tak jak one, mienić się kolorowym wyraźnym światłem. Chciał być taki jak one, mienić się ich kolorami! Złościło go to, że jest twardy, kanciasty, że daje tylko jasne światło! Przestał lubić przebywanie wśród innych kamieni, wolał leżeć sobie samotnie z boku.

Pewnego dnia wzięły go delikatnie miękkie i ciepłe dłonie młodej kobiety, długo go oglądała, po czym stwierdziła, że jest zbyt kanciasty, za mało błyszczy i nie nadaje się do tego, by go obsadzić w pierścionku. Jak bardzo zaczął zazdrościć innym kamieniom... Ludzie przychodzili, wybierali je, potem one stawały się częścią pięknej biżuterii, a diament leżał z boku i zaczął tracić nadzieję że ktoś któregoś dnia przyjdzie po niego. Z każdym dniem, gdy ubywało nadziei, ubywało też jakby blasku bijącego ze środka kamienia - zmatowiał i trzeba by było podejść blisko i wziąć go do ręki by zobaczyć, że jest szlachetnym kamieniem, a nie kawałkiem bezwartościowej cyrkonii. Mimo, że wiedział, że jest brylantem, przestał wierzyć, że stanowi jakąś wartość, bo przecież nikt nie chciał go umieścić wśród innych kamieni w bransoletce, pierścionku czy diademie.

Kiedy już zapomniał co znaczy lśnić i dawać światło, poczuł, że biorą go do ręki czyjeś stare, szorstkie, mocno spracowane ręce. Dotyk tego człowieka nie był delikatny, nie sprawiał mu przyjemności, a jednak ciepło jego dłoni obudziło w diamencie jakąś tęsknotę... Zaczął się zastanawiać co to jest... Człowiek długo oglądał kamień, a każde poruszenie jego dłoni budziło w diamencie jakąś niewypowiedzianą tęsknotę... Co było tym pragnieniem, które obudziło się w diamencie? Ciepło rąk, mimo tego, że szorstkich, obudziło pragnienie, o którym zapomniał, bycia czyimś, ważnym dla kogoś, bycia pośrednikiem miłości. Diament przypomniał sobie, że chciał być ważny i chciał błyszczeć. By inni go widzieli, podziwiali, by mogli zachwycać się jego pięknem, przecież po to są diamenty - by błyszczeć i dawać ludziom tym samym radość.

Oprócz dziwnego ciepła w diamencie obudził się też niepokój... wiedział, że ludzie do tej pory go nie wybierali, bo był kamieniem kanciastym, o nietypowym kształcie, czy i ten człowiek z niego nie zrezygnuje? Poza tym trudny i nietypowy kształt trzeba będzie obrobić, czy ten człowiek zna się na tym? Przecież ma stare, spracowane ręce, może nie być wystarczająco delikatny, może uszkodzić kamień i wtedy już nikt go nie będzie chciał! Pragnienie bycia wybranym przeważyło nad lękiem - diament odnalazł w sobie resztkę siły, by zajaśnieć wewnętrznym światłem tak, by człowiek nie miał wątpliwości co do tego, że jest szlachetnym kamieniem. Starzec wziął diament do swojej pracowni. Rozpoczął się proces obróbki - każde dotknięcie szlifierki wiązało się z bólem, ze zdejmowaniem kolejnej porysowanej i pozbawionej blasku warstwy. Każda kolejna godzina szlifowania kamienia wydawała się być niemożliwa do zniesienia. Człowiek mimo lat miał bardzo sprawne ręce, cierpliwie i systematycznie wydobywał całe piękno z kamienia, nadając mu blask i kształt, ku któremu zmierzał. Szlifowanie powodowało także to, że diament robił się coraz mniejszy, ale to go nie martwiło - wiedział, że będzie pasował choćby do małego pierścionka. Cały ból był dla diamentu nieważny wobec celu - by ludzie go podziwiali, by mógł błyszczeć dla innych, by był ważny i odzyskał swoją wartość.

W końcu nadszedł dzień najważniejszy - diament miał zostać obsadzony, cały dzień myślał nad tym jak bardzo będzie błyszczał, jak teraz po oszlifowaniu ludzie będą go podziwiali, zastanawiał się w jakiej biżuterii zostanie obsadzony?

Jakież było jego zdziwienie, kiedy obudził się rano i nic nie mógł zobaczyć. Czuł, że jest w środku czegoś, czego nie mógł rozpoznać - nie było tam światła, nie czuł obecności innych kamieni, wiedział, że to, co go otacza, nie jest ani złotem ani platyną... Wokół było ciemno i zimno. Więc całe to szlifowanie, cały ten ból znoszony z cierpliwością był nadaremny! Nie spełniło się jego marzenie, nie był ważnym brylantem w pierścionku! Nie stał się pośrednikiem miłości - nikt nie wyzna jej, wkładając go na palec ukochanej kobiecie.

Było mu źle, był rozżalony, zawiedziony, czuł się paskudnie. Nagle usłyszał głosy ludzi wchodzących do pomieszczenia, mówili coś o operacji, o przeszczepie, o rogówce, nic o biżuterii! Po chwili przez diament przeszedł snop pięknego światła - ale nikt nie zachwycił się diamentem bo go nie było widać!

Jego nie było widać, ale dzięki niemu mała dziewczynka mogła zobaczyć piękną łąkę i motyle - diament stał się elementem precyzyjnego narzędzia, niezbędnego do operacji, która przywróciła wzrok małej dziewczynce. Uśmiech na twarzy dziecka, mogącego zobaczyć twarz swojej matki, wart był więcej niż cała biżuteria świata...

Czasami jest jakiś inny plan, co do naszego życia niż ten, którego my byśmy chcieli... Czasami to, co najważniejsze jest niewidoczne dla oczu...

Autor: Agnieszka Kozak

powrót


 
MODLITWA

na skróty do...|

    Copyright © 2012 Robert Więcek SI