| strona główna | kontakt |
 
 
Środa II tygodnia adwentu, Wspomnienie obowiązkowe Św. Łucji
13 grudnia 2017r.
 
poprzednie felietony:

Modlitwa przed otwarciem Księgi Pisma św.
17 listopada, 2016
O równowadze słów kilka - na kanwie Mt 23,23-26
23 sierpnia, 2016
Moc płynąca z adoracji Najświętszego Sakramentu - św. Jan Paweł II
25 maja, 2016
Od bycia miłosiernym do dzieł miłosierdzia - (właściwa kolejność)
15 kwietnia, 2016
Tradycje wielkopostne - refleksja na początek Wielkiego Postu
09 lutego, 2016
Opłatek miłosierdzia i sprawiedliwości
24 grudnia, 2015
Daj - daj... - na rozpoczynający się Rok Miłosierdzia
08 grudnia, 2015
Minimalizm zabija radykalizm
04 grudnia, 2015
Wdzięczności moc - na kanwie Łk 6,27-38
11 września, 2015
Od niezrozumienia do rozumienia na kanwie Mt 13,18-23
24 lipca, 2015
Znalezione...
10 lipca, 2015
Krótki felieton na Boże Ciało
03 czerwca, 2015
Henri de Lubac, Medytacje o Kościele - o miłości do Kościoła
21 maja, 2015
Misericordiae Vultus - pp Franciszek i list o Miłosierdziu Bożym
12 kwietnia, 2015
Realny czy medialny?
29 stycznia, 2015
Kamieniołomy... - wspomnienie św. Szczepana
26 grudnia, 2014
Strażnik i strażak
23 pazdziernika, 2014
Kościół zamknięty, otwarty czy Chrystusowy
26 sierpnia, 2014
Przysięga - na kanwie Mt 5,33-37
14 czerwca, 2014
Przynależność i zaangażowanie
06 czerwca, 2014
Felieton
Kościół zamknięty, otwarty czy Chrystusowy
26 sierpnia, 2014

 

z ostatniej chwili
---------------------

16 listopada, 2017
Stajemy się tym, na co patrzymy...

Otrzymałem i dzielę się, bo mnie zachwyciło... ...


11 listopada, 2017
Msza za Ojczyznę - 11 listopada 2017 Gliwice

Kilka słów refleksji nad "rozdzieraniem" Ojczyzny....
01 listopada, 2017
Na uroczystość Wszystkich Świętych


* * *(niebo)

pytając
o Niego
pytamy
o Niebo

Gliwice 24.01.2017

o...

<

Obraz, który mi się nasuwa jako pierwszy, to wizyta u przyjaciół na południu Włoch. Dojechaliśmy tam grubo po północy. Nikt na nas nie czekał, bo ludzie udawali się rankiem do pracy, ale nie było problemu z wejściem, bo dom zastaliśmy otwartym i to nie z powodu naszego przyjazdu, ale był to normalny zwyczaj. Weszliśmy cichutko do środka, wypiliśmy trochę wody i każdy udał się na spoczynek pod długiej podróży. W dzisiejszych czasach niezamknięte drzwi domostwa zachwycają, ale i wzbudzają drżenie.
W rozmowach wychodzi ten lęk, bo gości w nas obawa (całkiem uzasadniona), że niezamknięte drzwi stają się okazją dla złodzieja. Wszak wtedy cokolwiek czy ktokolwiek może wejść do domu. Nieproszony gość nie zawsze jest niemile widzianym, ale jeśli wejdzie zły gość, który chce okraść, zniszczyć czy zabić to co? Mam czekać bezczynnie, bo prawo gościnności obowiązuje?

Czy Kościół zamknął się, bo ostatnimi czasy nieustannie słyszę taką opinię?
Ciekawi mnie na podstawie czego tak sądzą szczególnie ci, którzy nie należą do Kościoła, bo jeśli przykładają swoje kryteria do rzeczywistości, w której nie uczestniczą, to nie pojmuję domniemanej troski o Kościół.
Natomiast dla tych, co za członków Kościoła się uważają i nieustannie załamują ręce, że tenże jest zamknięty, proponuję postawienie sobie pytania: co oznaczałoby (lub też oznacza) zamknięcie się na drugiego we mnie, w moim małżeństwie, w mojej rodzinie, sąsiedztwie i tak dalej zataczając coraz szersze kręgi? Być otwartym nie oznacza brać wszystko jak leci, zapraszać każdego kto się nawinie, otworzyć wierzeje na co popadnie. Przyłóż to do swojej enklawy, swojego terytorium, swojej przestrzeni.
Błogosławiony Jan Paweł II w Tryptyku Rzymskim zapisał takie słowa: Jeśli chcesz znaleźć źródło, musisz iść do góry, pod prąd. W chrześcijaństwie, w Kościele zawsze będziemy mieć poczucie, że idziemy w przeciwnym kierunku niż świat. Nie oznacza to, że robimy coś „przeciw” światu czy zamykamy się na to, co proponuje. Chodzenie pod prąd to też droga, dlatego, chrześcijaninie, członku Kościoła przedzieraj się, szukaj, nie ustępujI.

Czy to, że Kościół broni progów domu przed złymi ludźmi jest objawem zamknięcia czy też roztropności i mądrości Bożej? Czy to, że nazywa rzeczy po imieniu i nie używa sztuczek kuglarskich, nie mydli oczu, nie uśmiecha się głupkowato do złej gry jest zamknięciem? Czy to, że nie tańczy tak, jak zagra mu świat i światowo myślący świadczy o jego zamknięciu? Wszak głupcem nazwiemy tego, kto pozwala się naiwnie i bezkarnie okradać, niszczyć czy zabijać!
Czy to, że Kościół mówi o zagrożeniach i to nie wydumanych, lecz realnych (patrz np. kultura śmierci wyrażająca się w aborcji, eutanazji, in vitro) upoważnia pseudo-reformatorów do głoszenia zamknięcia? Czy to, że Kościół patrzy dalekowzrocznie (stara się przewidywać w perspektywie nie kilku lat, kadencji sejmu czy rządu, ale patrząc daleko w przyszłość) jest dowodem na jego zamknięcie? Przecież idąc w górach uważa się, by kamienie nie spadały, bo mogą wywołać lawinę!
Czy to, że Kościół patrzy nie z perspektywy własnych interesów tylko podnosi wzrok i głos wskazując na zgubne wybory i ostrzegając przed pójściem w kierunku przepaści to znak zamknięcia? Czemu to kategorie dobra i zła wyrażane przez Kościół miałyby zamykać jego podwoje?
Czemuż to fakt, że Kościół spogląda na rzeczywistość z perspektywy Krzyża i Zmartwychwstania i głosi te prawdy spędza sen z powiek ludzi otwartych?
Czy to, że Kościół nie patrzy z punktu widzenia doczesności, ale jako punkt wyjścia i dojścia bierze życie wieczne, że jest otwarty na wieczność dyskwalifikuje Kościół z pojęcia otwartości?

Tyle się mówi ostatnio o otwartym Kościele, że takiego nam trzeba, że jeśli takiego nie będzie to całkiem zniknie. Nie my go założyliśmy i nie bierzmy się za obwieszczanie jego końca. A jeśli już ktoś trąbi o takim K(k)ościele to niech przynajmniej zapyta się czy to ma być Kościół założony przez Jezusa Chrystusa na fundamencie Apostołów czy też własny, na własny obraz i podobieństwo, by podobał się „twórcy”. Myślę, że Kościół nie musi być trendy. Kościół nie jest chłopcem do bicia, bo nie na tym polega otwarcie.

Kościół jest otwarty, bo raz na zawsze otwarty jest bok Jezusa Chrystusa, Jego Założyciela, ale nie jest własnością do rozgrabiania. Kościół należy do Boga i każdy kto próbuje go zawłaszczyć albo nim zawładnąć pochodzi od nieprzyjaciela natury ludzkiej, a cóż dopiero Bożej. Dlatego przestańmy rozwodzić się (tak trochę o rozwadnianiu, zmiękczaniu) o Kościele otwartym czy zamkniętym, a z pokorą stańmy w Kościele Chrystusowym, bo naprawdę lepiej stać w przedsionkach Pańskich, niż mieszkać w namiotach grzeszników, woła z przekonaniem psalmista.

o. Robert Więcek SJ

powrót


 

na skróty do...|

    Copyright © 2012 Robert Więcek SI