| strona główna | kontakt |
 
 
Środa II tygodnia adwentu, Wspomnienie obowiązkowe Św. Łucji
13 grudnia 2017r.


 
poprzednie "Św Ignacy":

OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część XXI
30 marca, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część XX
30 marca, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część XIX
30 marca, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część XVIII
30 marca, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część XVII
30 marca, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część XVI
30 marca, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część XV
26 lutego, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część XIV
26 lutego, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część XIII
26 lutego, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część XII
26 lutego, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część XI
08 lutego, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część X
08 lutego, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część IX
29 stycznia, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część VIII
29 stycznia, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część VII
18 stycznia, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część VI
08 stycznia, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część V
08 stycznia, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część IV
01 stycznia, 2011
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część III
01 stycznia, 2011
Dobra książka o św. Ignacym - polecam!
22 grudnia, 2010

DUCHOWOŚĆ IGN.

Duchowość Ignacjańska - św. Ignacy
OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA - część XV
26 lutego, 2011

 

 

z ostatniej chwili
---------------------

16 listopada, 2017
Stajemy się tym, na co patrzymy...
Otrzymałem i dzielę się, bo mnie zachwyciło... ...


11 listopada, 2017
Msza za Ojczyznę - 11 listopada 2017 Gliwice
Kilka słów refleksji nad "rozdzieraniem" Ojczyzny....
01 listopada, 2017
Na uroczystość Wszystkich Świętych

* * *(niebo)

pytając
o Niego
pytamy
o Niebo

Gliwice 24.01.2017

o...

 

 

 

OPOWIEŚĆ PIELGRZYMA czyli AUTOBIOGRAFIA (Dzieje Ojca Ignacego spisane po raz pierwszy przez o. Luisa Gonsalvesa da Camara, który je słyszał z ust samego Ojca)

Więzienie w Salamance (lipiec - wrzesień 1527)

64. Po przybyciu do Salamanki gdy modlił się w kościele, pewna pobożna niewiasta rozpoznała go jako jednego z towarzystwa, bo czterej jego towarzysze już tam byli od pewnego czasu. Zapytała go o jego nazwisko i zaprowadziła go do nich.

Kiedy w Alkali polecono im wyrokiem, aby ubierali się jak inni studenci, Pielgrzym powiedział: “Kiedyście nam kazali ufarbować nasze suknie, uczyniliśmy to. Ale teraz nie możemy zrobić tego, co nam każecie, ponieważ nie mamy za co kupić innych ubrań”. Tak więc sam wikariusz zaopatrzył ich w ubrania i czapki i we wszystko, co było potrzebne studentom. I tak ubrani opuścili Alkalę.

W Salamance Pielgrzym spowiadał się u jednego mnicha dominikanina z klasztoru św. Szczepana. Po 10 lub 12 dniach od jego przybycia powiedział doń jego spowiednik: “Ojcowie z tego domu pragną z tobą porozmawiać”. - “No to w imię Boże“ - odrzekł Pielgrzym. “Będzie więc dobrze, powiedział spowiednik, jeśli przyjdziesz tu na obiad w niedzielę, ale uprzedzam cię, że będą chcieli dowiedzieć się od ciebie wiele rzeczy”... Przyszedł więc w niedzielę [koniec VII 1527] razem z Kalikstem. Po posiłku zastępca przeora, bo przeor był nieobecny, spowiednik i, jak sądzę, jeszcze jeden mnich udali się z nimi do kaplicy. Tam zastępca przeora zaczął z wielką serdecznością mówić, że informacje, jakie mają o ich życiu i obyczajach, są dobre, że na sposób apostolski chodzą głosząc słowo Boże; ale że chętnie chcieliby się dowiedzieć więcej szczegółów o tym wszystkim. Spytał więc najpierw, jakie studia odbyli. Pielgrzym odpowiedział: “Z nas wszystkich ja najwięcej się uczyłem”. I zaraz powiedział im jasno, jak niewiele studiował i jak było to bez większych podstaw.

65. Na to zastępca przeora: “A co głosicie w waszych kazaniach?” - “My nie głosimy kazań, odparł Pielgrzym, ale po prostu rozmawiamy z ludźmi o rzeczach Bożych, na przykład po posiłku z niektórymi osobami, które nas zaprosiły”. – “Ale, podjął mnich, o jakich to rzeczach Bożych mówicie? O tym właśnie chcielibyśmy wiedzieć”. - “Mówimy, rzekł Pielgrzym, już to o jakiejś cnocie, już to o innej, zalecając je; kiedy indziej znów o tej lub innej wadzie, ganiąc ją”.
- “Nie jesteście wykształceni, rzecze mnich, a mówicie o cnotach i wadach. A o tym nikt nie może mówić jak tylko w dwojaki sposób: albo na mocy nabytej wiedzy, albo przez Ducha Świętego. A ponieważ nie na mocy wiedzy, więc przez Ducha Świętego”.

O tym właśnie, co jest od Ducha Świętego, chcielibyśmy wiedzieć.

Tutaj Pielgrzym trochę się zastanowił, bo ten sposób argumentowania nie wydał mu się dobry. Po chwili milczenia powiedział, że nie ma potrzeby mówić więcej o tych sprawach. Ale mnich nalegał: “Teraz kiedy jest tyle błędów Erazma i tyle innych, które zwodzą świat, wy nie chcecie wytłumaczyć, o czym mówicie?”

66. Na to Pielgrzym: “Ojcze, nie powiem nic więcej nad to, co powiedziałem, chyba tylko przed moimi przełożonymi, którzy mogą mnie do tego zobowiązać”.
Przedtem zapytał się mnich, dlaczego Kalikst przyszedł tak ubrany. Nosił on bowiem krótką suknię, ogromny kapelusz na głowie, w ręce miał kostur, a na nogach buty sięgające mu do pół łydki. A ponieważ był on bardzo wysoki, wyglądał więc tym bardziej dziwacznie. Pielgrzym opowiedział mu, że byli aresztowani w Alkali, że im kazano ubierać się na modłę studentów, i że jego towarzysz oddał podczas wielkich upałów swoją suknię jakiemuś biednemu klerykowi. Na to mnich mruknął pod nosem, dając do poznania, że mu się to nie podobało: Caritas incipit a se ipsa.
Wróćmy jednak do naszej opowieści. Zastępca przeora nie mogąc wydobyć z Pielgrzyma nic więcej powiedział: “Zostańcie tu na razie, my zaś już się postaramy o to, żebyś nam wszystko powiedział”. Wtedy wszyscy mnisi odeszli z pewnym pośpiechem. Pielgrzym zapytał go przedtem, czy chcą, aby zostali w kaplicy, czy też gdzie indziej. Zastępca przeora odpowiedział, żeby zostali w kaplicy. Natychmiast mnisi zamknęli wszystkie drzwi i, jak się zdaje, porozumieli się z sędziami kościelnymi. Tymczasem oni obaj pozostali w klasztorze przez 3 dni i nic im nie powiedziano ze strony władz sądowych. Posiłki przyjmowali w refektarzu razem z mnichami. I zawsze prawie ich pokój był pełen mnichów, którzy przychodzili ich zobaczyć. A Pielgrzym zawsze mówił o rzeczach, o których miał zwyczaj mówić, tak że zaistniała między nimi różnica zdań, bo było wielu, którzy okazywali im życzliwość.

67. Pod koniec tych trzech dni przyszedł notariusz i zabrał ich do więzienia. Nie umieszczono ich w dolnej części więzienia razem ze złoczyńcami, ale w pewnym górnym pomieszczeniu, które było bardzo brudne, bo stare i dawno nie zamieszkiwane. Przywiązano ich obu do jednego wspólnego łańcucha, każdego za nogę. Łańcuch przytwierdzony do słupa, który był na środku izby, miał 10 do 13 piędzi długości. Ilekroć jeden chciał coś zrobić, drugi musiał mu towarzyszyć. Całą tę noc spędzili na czuwaniu. Nazajutrz kiedy się dowiedziano w mieście o ich uwięzieniu, wysłano im do więzienia wszystko, co potrzebne jest do spania, i wszystkie [inne] rzeczy w obfitości. Zawsze też przychodziło wiele osób odwiedzić ich, a Pielgrzym nadal odbywał swe ćwiczenia mówić o Bogu itd.
Bakałarz Frias przyszedł ich przebadać każdego z osobna. Pielgrzym dał mu wszystkie swe papiery, w których zawierały się Ćwiczenia Duchowne, ażeby je zbadał. On [ze swej strony] zapytał ich, czy mieli towarzyszy. Oni odpowiedzieli, że tak i podali, gdzie się znajdują. Zaraz też na rozkaz bakałarza posłano po nich i sprowadzono do więzienia Caceresa i Arteagę; Juanica, który potem został mnichem, zostawiono w spokoju. Nie umieszczono ich na górze razem z dwoma [wcześniej] aresztowanymi, ale na dole, gdzie przebywali pospolici przestępcy. Niemniej i teraz Pielgrzym nie chciał wziąć adwokata ani obrońcy.

68. Po kilku dniach wezwano go przed czterech sędziów. Byli to trzej doktorzy - Sanctisidora, Paravinhas i Frias [Franciszek], a czwartym był bakałarz Frias [Marcin]. Wszyscy oni przeglądali Ćwiczenia. Pytali go o wiele rzeczy nie tylko w sprawie Ćwiczeń, ale także z teologii, np. o Trójcy Św. I Najśw. Sakramencie, a mianowicie jak rozumie te artykuły wiary. On najpierw zrobił swoje wyznanie wstępne (że mało się uczył i bez pogłębienia wiedzy). Niemniej na rozkaz sędziów odpowiedział i to w taki sposób, że nie mieli mu nic do zarzucenia. Wtedy bakałarz Frias, który w tych rzeczach okazał się więcej gorliwy od innych, zadał mu pytanie z prawa kanonicznego. Pielgrzym musiał mu dopowiedzieć na wszystko, choć zawsze najpierw mówił, że nie wie, co o tym mówią uczeni w tych rzeczach. Potem polecono mu, żeby objaśnił pierwsze przykazanie Boże w taki sposób, w jaki to zwykł czynić. Zaczął więc objaśniać i zatrzymywał się nad tym tak długo i powiedział tyle rzeczy o pierwszym przykazaniu, że już nie mieli ochoty pytać go więcej. Przedtem jeszcze gdy mówili o Ćwiczeniach, kładli wielki nacisk na jeden punkt, który znajduje się zaraz na początku, a mianowicie kiedy jakaś myśl jest grzechem lekkim, a kiedy ciężkim. A to dlatego, że Pielgrzym rozstrzygał to nie odbywszy studiów. On im tak odpowiedział: “Czy to jest prawda, czy nie, wasza to rzecz określić. A jeśli to nie jest prawda, potępcie to”. Ostatecznie odeszli nie potępiwszy niczego.

69. Wśród wielu, którzy przychodzili rozmawiać z Pielgrzymem w więzieniu, przyszedł raz Don Franciszek de Mendoza, który teraz jest kardynałem w Burgos. A przyszedł w towarzystwie bakałarza Friasa. Zapytał go poufale, jak się czuje w więzieniu i czy ciężko mu jest być uwięzionym. Pielgrzym odpowiedział mu tak: “Odpowiem ci to samo, co odpowiedziałbym pewnej damie, która miała dla mnie słowa współczucia, widząc mnie w więzieniu. Powiedziałem jej: Dajesz przez to dowód, że nie pragniesz być więźniem dla miłości Boga. Czyż więzienie wydaje ci się tak wielkim złem? Co do mnie, to mówię ci, że nie ma tyle krat i łańcuchów w Salamance, ile bym ja pragnął, i więcej jeszcze, dla miłości Boga”.
Zdarzyło się w tym czasie, że wszyscy więźniowie uszli z więzienia, tylko ci dwaj towarzysze, którzy z nimi byli, nie uciekli. I kiedy rankiem znaleziono tylko ich samych przy drzwiach otwartych, dało to powód do wielkiego zbudowania i spowodowało wiele gadania w mieście. Zaraz też dano im za więzienie cały duży dom, który był w pobliżu.

70. Po 22 dniach od ich aresztowania [ok.. 22.VIII. 1527] pozwano ich dla wysłuchania wyroku. Według brzmienia wyroku nie znaleziono żadnego błędu ani w ich życiu, ani w ich nauce. Mogą więc dalej tak żyć, jak żyli dotychczas, mogą nauczać katechizmu i mówić o rzeczach Bożych, byleby tylko nie określali, że coś jest grzechem śmiertelnym, a coś lekkim, dopóki nie odbędą studiów przez cztery lata, w ciągu których nauczą się więcej. Po odczytaniu tego wyroku sędziowie okazali im dużo przychylności, jakby chcieli nakłonić ich do przyjęcia wyroku. Pielgrzym odpowiedział, że uczyni wszystko, co wyrok nakazuje, ale samego wyroku nie przyjmuje. Albowiem nie potępiwszy go w niczym zamyka się mu usta, żeby nie mógł pomagać bliźnim w tym, w czym może. Doktor Frias, który okazywał się bardzo życzliwy, wiele nań nalegał, ale Pielgrzym nic więcej nie powiedział na to, że dopóki znajduje się pod jurysdykcją [władz] z Salamanki, uczyni to, co mu polecono. I natychmiast wypuszczono ich z więzienia.
Polecając się Bogu zaczął Pielgrzym myśleć nad tym, co ma czynić. Co do dalszego pobytu w Salamance widział wielką trudność w tym, że zakaz określania co jest grzechem ciężkim, a co lekkim wydał mu się zamknięciem bramy do apostołowania.

71. Zdecydował się więc udać się na studia do Paryża. Kiedy jeszcze w Barcelonie zastanawiał się, czy ma studiować i jak długo, rzecz cała była dlań w tym, czy po odbyciu studiów wstąpi do zakonu, czy też będzie wędrował po świecie. A kiedy przychodziły mu myśli o wstąpieniu do zakonu, pragnął zaraz wstąpić do jakiegoś zakonu podupadłego i mało zreformowanego, bo jeśliby wstąpił do zakonu, to tylko w tym celu, by móc więcej cierpieć. Myślał także, że Bóg przyjdzie mu w tym z pomocą. A Bóg dawał mu wielka ufność, że zniesie dobrze wszystkie zniewagi i krzywdy, jakie by mu wyrządzono.
W Salamance podczas pobytu w więzieniu nie opuściły go te same pragnienia, które miał dawniej, a mianowicie pomagania duszom i uczenia się w tym przede wszystkim celu oraz zebrania kilku towarzyszy dla tegoż celu, zachowania zaś przy sobie tych, których już miał. Postanowiwszy udać się do Paryża umówił się z nimi, że będą tutaj czekać na niego. On zaś pójdzie zobaczyć, czy będzie mógł znaleźć jaki sposób, żeby i oni mogli [tam] studiować.

72. Wiele osób wybitnych nalegało nań gorąco, żeby nie odchodził, ale nikt nie mógł go przekonać. Po upływie mniej niż 15 lub 20 dni od wyjścia z więzienia wyruszył [ok.. 15.IX.1527] samotnie, zabierając ze sobą kilka książek na grzbiecie małego osiołka. Kiedy przybył do Barcelony, wszyscy, którzy go znali, odradzali mu podróż do Francji a to z powodu wielkiej wojny w tym czasie. Opowiadano mu szczegółowo o różnych wypadkach, mówiono nawet, że Francuzi pieką Hiszpanów na rożnie, ale on nie odczuwał nigdy żadnego strachu.

powrót


 
DUCHOWOŚĆ IGN.

na skróty do...|

    Copyright © 2012 Robert Więcek SI